1000 zł dla przyszłego inżyniera.

Cuda, panie, cuda! Ponieważ za 5 lat będzie w Polsce brakować kilkadziesiąt tysięcy inżynierów, nasz kochany rząd zafunduje stypendia po tysiąc złotych dla tych, którzy jednak zdecydują się uratować ojczyznę przed ogromnym deficytem ludzi pożytecznych i zamiast na przykład na filologię, filozofię czy inną socjologię pójdą studiować budownictwo, inżynierię środowiska, energetykę, elektrotechnikę, mechanikę i budowę maszyn, automatykę i robotykę, matematykę, biotechnologię, inżynierię biomedyczna lub mechatronikę. Zmotywuje to młodych ludzi do bycia pożytecznymi. Chyba…

A może jednak nie?

“Ogłaszamy konkurs dla uczelni, które są zainteresowane zwiększeniem naboru studentów na te kierunki. Uczelnie, które zgłoszą nam chęć przystąpienia do konkursu, zostaną ocenione i jeśli zwiększy się pula studentów, to 50 proc. zwiększonej puli studentów otrzyma stypendium” - powiedziała Kudrycka.

Jak widać, aby się na te 10 tysięcy rocznie załapać nie wystarczy zacząć studiować jeden z “namaszczonych” kierunków. Trzeba jeszcze wybrać odpowiednią placówkę. To ta pierwsza łatwiejsza przeszkoda. Drugą jest to, że trzeba być wśród najlepszych. Niby każdy może być najlepszy, ale czy osoba, która nie chce iść na politechnikę, bo jej w liceum nie nauczyli matematyki i fizyki co powoduje brak wiary w możliwość utrzymania się na trudnym technicznym kierunku, “połasi” się na stypendia dla najlepszych? Moim skromnym zdaniem nie. Wybrane uczelnie będą miały więcej studentów, ale raczej to będzie kosztem uczelni technicznych nieobjętych programem, czyli inżynierów od tego nie przybędzie.

Czy nie lepiej byłoby zadbać o to, aby w gimnazjum i LO porządnie uczyć matematyki i fizyki? Tak aby maturzysta nie musiał się obawiać o to, że się na politechnice utrzyma. Można by też mniej czasu poświęcać na historię literatury, a więcej na historię techniki. Czy to nie byłoby skuteczniejszym sposobem na zwiększenie liczby inżynierów w Polsce?

Odpowiedzi: 9 do “1000 zł dla przyszłego inżyniera.”

  1. Color mówi:

    Na takie rozwiązanie rząd miłości i cudów nie wpadnie ;p Zresztą są cuda, cuda, więc może i ja powinnam zostać inżynierem i dostawać stypendium - inżynier Alicja - to nawet ładnie brzmi ;p zresztą ja wiem po co ta cała akcja jest, oni wszyscy wiedzą, gdzie szukać inteligentnych ;p - na filologiach ^^ ihaaa

  2. sis mówi:

    Tak! Gotowa jestem porzucić historię literatury na rzecz historii techniki - kto wie, może odkryję w sobie jakieś powołanie w tym kierunku? Warto spróbować, to i tak mniej wysiłku niż trud zdobycia becikowego ;p

  3. jendrju mówi:

    @sis: Chyba jednak do becikowego potrzebne jest mniej trudu.

    @Color: A co się będziesz ograniczać? Nie lepiej magister inżynier Alicja?

  4. sis mówi:

    Będę obstawać przy swoim. Pomyśl tylko: sam akt poczęcia (ile to spalonych kalorii!!), przy pomyślnym obrocie sprawy bezpowtórkowy, w razie pecha kilka podejść, więc kolejne kalorie idą się kopać, potem dziewięć miesięcy fochów, humorów, mdłości, puchnących kostek, zachcianek, rozstępów i innych cudów, których nawet nie potrafię sobie zwizualizować, że o rozwiązaniu nie wspomnę. To ja wolę inżynierkę machnąć ;p

  5. jendrju mówi:

    Chciałbym zobaczyć jak inżynierkę machasz, na przykład w 9 miesięcy ;>

  6. Sol mówi:

    Bym coś napisała, ale Color wszystko zawarła w pierwszym komentarzu - bo gdzie szukać inteligentnych? No gdzie? ;P

  7. jendrju mówi:

    Tjaa w ramach cudów Donaldu Tusku znajdzie inteligentnych na filologiach.

  8. impactofreality mówi:

    Kolejne studia mam zaczynać by mieć stypendium? No bez jaj…

  9. Po co to komu? « Impact of reality mówi:

    [...] oddane to i czas przejść do tematu. W jednej ze swoich ostatnich notek jendrju poruszył kwestię stypendiów naukowych dla przyszłych inżynierów, a że przynależę [...]

Napisz odpowiedź